Różany miesiąc

Posted on

Witam się z Wami, jako świeża i przeszczęśliwa mamuśka miesięcznej Różyczki. Chcę podzielić się z Wami, jak wygląda nasze życie po przyjściu na świat naszej córeczki. Jak spełniam się w roli mamuśki i z jakimi trudnościami zmierzam się każdego dnia. Muszę to powiedzieć i to od razu na początku, że nie jest mi, to znaczy nam łatwo. Macierzyństwo to wielka odpowiedzialność i przy dziecku uczymy się życia na nowo. Codziennie zmagamy się z problemami, ale nasze małe sukcesy i radość z bycia rodzicami wygrywają. Pozytywne myślenie i podejście do nowych wyzwań każdego dnia ze spokojem, bardzo Nam to wszystko ułatwia. Mój mąż jest dla mnie ogromnym wsparciem i to też jego zasługa, że radzimy sobie tak dobrze ze wszystkim. Często, gdy ja opadam z sił i nie wiem już co robić, Łukasz zawsze znajdzie energię, żeby zająć się Malutką. Tylko On zna magiczne sposoby na uspokojenie Róży i trzeba mu przyznać, że ma anielską cierpliwość. Każdego dnia martwimy się o to, czy Róża będzie zdrowym dzieckiem i czy prawidłowo się rozwija. Zdrowie jest najważniejsze od wszystkich przyziemnych rzeczy. Chociaż możecie zobaczyć na moim Instagramie, że dzielę się tymi ,,idealnymi” chwilami z Naszego życia, to te mniej ,,idealne” też istnieją. Nikt mi nie powie, że jest cukierkowo, kolorowo… jednak pomimo tych ,,nieidealnych” chwil, zawsze towarzyszy mi uśmiech i opanowanie. Pewnie większość z Was mamuśki wraca myślami jak było przed narodzeniem dziecka, ile czasu wolnego miałyśmy dla siebie i że wszystko kręciło się wokół nas. Ja też sobie przypominam jak słodko spałam, wychodziłam z koleżankami do kina oraz z mężem na romantyczną kolację. Jednak wiecie co? Od jakiegoś czasu gdy wracałam do domu czułam, że brakuje tutaj kogoś… tak, w domu brakowało obecności dziecka. Zawierając związek małżeński obiecaliśmy przed Bogiem, że stworzymy rodzinę. Do bycia mamą musiałam dojrzeć w małżeństwie i już wiem, że ten czas właśnie teraz nadszedł. Uważam, że życie dobrze przygotowało mnie na nowe wyzwanie w roli mamy. Przyznam szczerze, że z perspektywy czasu przedwczesny poród wyszedł nam na lepsze. Jak sobie pomyślę, że o tej porze byłabym jeszcze w ciąży, to na pewno zamartwiałabym się o wszystko co związane z dzieckiem. Najbardziej stresowałam się, czy zdążę dojechać na porodówkę i czy Łukasz będzie w pobliżu całej akcji porodowej. Dobrze, że byłam wtedy w szpitalu i mogłam w przeciągu minuty znaleźć się na porodówce. Nic nie dzieje się bez przyczyny, a tam na górze zaplanowano już nam całe życie. Miesiąc minął tak szybko, a dla mnie nawet za szybko i już tęsknie za tymi początkami.

Nasz Kwiatuszek

Róża, jak więkość noworodków na początku wymagała tylko jedzenia, spania i czystej pieluszki. Nocki po wyjściu ze szpitala były ciężkie, budziła się co godzinkę lub dwie. Ciężko było ją dostawić do piersi i mocno ulewała. W książce ,,Język niemowląt” przeczytałam, że dziecko powinno rozróżniać dzień od nocy. Wprowadziliśmy zatem w czasie nocy kilka rzeczy, żeby ograniczyć jej ilość bodźców: przyciemnione światło (mamy w sypialni toaletkę z regulacją oświetlenia), mówimy do siebie szeptem, a wszystkie czynności związane z pielęgnacją i karmieniem robimy bardzo powoli i w ciszy. Już po kilku dniach zauważyłam, że Róża nie budzi się z płaczem w nocy. Informuje nas o wszystkich jej problemach i potrzebach poprzez stękanie i jęczenie. Za dnia lubi sobie powrzeszczeć i wpada w histerię – głównie przed nocą (kolki). Do południa jest złotym dzieckiem, mam chwilę dla siebie i mogę porobić coś w domu. Pomimo, że jest wcześniakiem ma spory apetyt i bardzo dużo przybiera na wadze (36 gram dziennie). Po konsultacjach u pediatry jej stan w ogóle nie wskazuje na to, że urodziła się dużo wcześniej. Z początku nie lubiła leżenia na brzuszku, strasznie płakała i prężyła się. Kilka prób i w końcu jest to też jeden ze sposób na wyciszenie jej i często nawet przysypia w tej pozycji. Startowaliśmy z ubrankami w rozmiarze 44, aktualnie wbijamy się w 50tki. Jeszcze większość ciuszków nadal na niej wisi, ale w rękach już czujemy jej ciężar.  Jednak jest jedna sprawa, o której chcę też wspomnieć. Przy wcześniakach na początku zaleca się ograniczanie widzeń z innymi. Wcześniaki nie mają dobrze rozwiniętego układu odpornościowego. Unikamy na razie wyjazdów, wspólnych wyjść na zakupy czy spotkań z przyjaciółmi. Jest to dla nas ciężkie i przykro nam, bo chciałabym pokazać Różyczkę najbliższym.

Mnóstwo obaw

Każdy rodzic ma mnóstwo obaw związanych między innymi z zajmowaniem się maleństwem czy pielęgnacją, tak też było ze mną. Pomimo złotych rad od innych mam i przeczytania poradników, obsługi własnego dziecka trzeba nauczyć się samemu. Dużym wsparciem były wizyty patronażowe położnej, która pokazała nam jak zajmować się maluszkiem i na co zwracać uwagę. Ja od razu po porodzie zaglądałam i dotykałam co chwilę Róży, żeby sprawdzić czy oddycha i czy wszystko z nią ok. Z początku spanie było w trybie czuwania i nasłuchiwania. Nie wiedziałam czy Mała najada się wystarczająco z mojej piersi, a znalezienie odpowiedniej pozycji do odbijania przy takiej kruszynce również nie należało do łatwych. Obawialiśmy się, że unosząc ją, czy przerzucając przez ramię do odbicia zrobimy jej krzywdę. Fenomenem dla mnie było to, kiedy ja bałam się odpowiednio ją złapać, położna obsługiwała Maleńką jedną reką, czy to na plecki ją kładła, czy na brzuszek itp. To nam pokazało, że to my sami stawiamy sobie przed tym barierę i zaczynamy za dużo o tym myśleć. Sama pielęgnacja: zmiana pieluszki, obcinanie paznokci czy czyszczenie noska to bardzo istotne rzeczy, których nie powinniśmy się bać. Wszystko z czasem samo przyjdzie i z każdym kolejnym razem wychodzi nam to lepiej i sprawniej. Zauważyliśmy, że bardzo ważne jest czyszczenie noska, którym to dzieciątko oddycha i jeśli nie zadbamy o czysty nosek dziecka w nocy, może mieć problemy z oddychaniem – tu rewelacyjnie sprawdza się aspirator do noska. Naprawdę działa, jest w pełni bezpieczny pomimo podłączania go do odkurzacza i skutecznie opróżnia nosek. Z zimowymi spacerami chcieliśmy się na początku wstrzymać, pierwsze 5 minut na dworze Róża miała dopiero dwa tygodnie po porodzie. Też nie wiedziałam, czy odpowiednio ją ubrałam i jak będzie znosić leżenie w wóźku – Mała na szczęście zasypia podczas spacerów. Jeśli chodzi o jazdę autem, to też nie mamy co narzekać, gdy tylko wsadzimy ją do fotelika od razu zasypia. Każdy dzień i miesiąc to nowe obawy, ale swoje początki mamy już za sobą i myślę, że dobrze sobie radzimy do tej pory.

Karmienie miłością

Najpiękniejsze uczucie jakiego doświadczam każdego dnia, to karmienie piersią mojego maleństwa. Od razu wspomnę, iż początki nie były łatwe, gdyby nie moja determinacja, pewnie teraz Róża karmiona byłaby mlekiem modyfikowanym. Zaraz po porodzie odbyło się kangurowanie i pierwsze dostawienie do piersi. Udało się! Różyczka zassała obie piersi. Później przewieźli mnie na oddział i od tego momentu byłam w większości zdana tylko na siebie. Przerażenie było ogromne, ale wiedziałam, że muszę nauczyć się sama karmienia piersią. Nad ranem przyszła położna i zapytała czy już dostawiałam do piersi. Próbowałam, ale nie chciała już zassać, albo to ja nie potrafiłam ją odpowiednio przystawić. Niestety na początku leciała tylko siara. Róża stawała się coraz bardziej rozdrażniona i głodna, a ja nie byłam w stanie zapewnić jej pokarmu. Nie protestowałam i zgodziłam się na podanie przez położne mm. Miałam również w szpitalu doradcę laktacyjnego, opowiedziała o karmieniu i jak często powinnam karmić. Przekazała mi również kartę do monitorowania karmienia. Waga Róży w pierwszych dwóch dobach spadła powyżej dopuszczalnych 10%. Pierwsza i druga noc po porodzie była straszna – Róża płakała w niebogłosy. Ja nie wiedziałam co jej jest, nie umiałam jeszcze odczytywać jej płaczu. Przyszły położne i podały mm i zabrały do siebie. Po jakimś czasie przywieźli mi już spokojne najedzone dziecko. Od trzeciej doby wszystko się zmieniło, dalej próbowałam dostawiać do piersi i nagle wszystko zaskoczyło. Pojawił się pokarm, odruch ssania u Róży był coraz lepszy i mogłam cieszyć się z małego sukcesu. Wspomnę tylko, że u wcześniaków bardzo ważne jest, żeby od początku swoich dni zaczęły jeść pokarm matki, jednak odruch ssania u nich jest zaburzony – jeszcze nie wykształcił się na tyle, dlatego ważne jest częste dostawienie. Początki nie były łatwe, piersi bolały… wykrzywiałam się strasznie (mój Łukasz mówi, że wyglądałam komicznie z tym grymasem). Miałam świadomość, że to kiedyś minie. Smarowałam się maścią z lanoliną, która błyskawicznie przynosiła mi ulgę. Z każdym dniem Róża zaczęła przybierać na wadze, startowaliśmy z wagą około 2100g. Ze szpitala mogłyśmy być wypisane dopiero po przekroczeniu 2200g i pod warunkiem, że waga będzie stała w miejscu lub będzie wzrastać. Gdy byłam już w domu, poczułam taką ulgę, że mogę już na ,,legalu” paradować bez stanika, a przede wszystkim siedzieć na wygodnym łóżku i posiłkować się poduszkami do karmienia. Na początku pilnowałam, żeby Różę dostawiać tak co 2, 3 godzinki – udawało mi się to. Niestety Mała należy do dzieci, którym często się ulewa. Codziennie zmieniamy ciuszki po kilka razy. Po zjedzeniu musimy poświęcić trochę czasu na chodzenie z nią, żeby się odbiło. Układamy na początku w łóżeczku na boczku, poźniej na plecach. Niestety, gdy ostatnio leżała na boczku zaczęła nam się krztusić i z trudem łapała oddech. Dlatego przez cały czas mamy ją blisko siebie, bo wiemy z jakimi problemami możemy się spotkać. Przyszedł też taki moment, że ciężko znosiliśmy nocki… budziliśmy się co godzinkę, z czego karmienie i odbijanie trwało 40 minut. W takich przypadkach, większość mam rezygnuje z karmienia piersią i przechodzą na mm, jednak ja zaciskałam zęby i walczyłam! Nad ranem dostawałam nagle magicznej energii i mogłam normalnie funkcjonować przez resztę dnia. W ciąży planowałam, że po wyjściu ze szpitala umówię się na wizytę domową z doradcą laktacyjnym. Chciałam nauczyć się poprawnego dostawiania do piersi, różnych pozycji i radzenia sobie z laktacją. Wizyta była strzałem w 10tkę, gdyż przy okazji moja Pani była fizjoterapeutką. U Róży nastąpiło rozejście mięśni prostych brzucha i lekka przepuklina w okolicach pępka. Dostaliśmy zestaw ćwiczeń, który znacznie pomaga jej nie tylko z brzuszkiem, ale też z jelitami. Cieszę się niezmiernie, że ciągle karmię tylko swoim pokarmem – jest to dla mnie mega wygoda i bliskość. Oczywiście i ja zmagałam się i zmagam z patologią laktacji. Zastój pokarmu wystąpił u mnie już dwa razy. Nie jest to nic przyjemnego, ale jeśli szybko będziemy reagować, problem ustanie. U mnie sprawdza się: gorący okład termoforem z pestek wiśni, przystawienie dziecka do ,,chorej” piersi, a po karmieniu przyłożenie zimnego liścia kapusty (najlepiej rozbić go tłuczkiem do mięsa). Ja korzystam z laktatora, dlatego też gdy już czułam dyskomfort w piersiach ściągałam pokarm do uczucia ulgi. Róża karmiona jest też butelką z moim pokarmem, dla nas to świetna sprawa, bo możemy pojechać razem z mężem na zakupy i tutaj niezastąpiona jest babcia. Jeszcze wspomnę o nieistniejącej ,,diecie matki karmiącej”, której i ja nie przestrzegam. Jem wszystko na co mam ochotę i obserwuję swoje maleństwo, czy miewa jakieś brzuszkowe problemy. Oczywiście mowa tu jest o jedzieniu tego, co zdrowe, czasem miewam jakieś zachcianki, które staram się ograniczać. Przed ukończeniem pierwszego miesiąca niestety pojawiły się u nas kolki. Nic przyjemnego zarówno dla dziecka jak i rodziców. Prawie codziennie między 21 a 23.30 pojawia się straszny płacz i prężenie. Ulgę przynosi nam noszenie na rękach, ciepłe okłady i masowanie brzuszka. Z początku myślałam, że może Róża odreagowuje cały dzień. Jednak z zegarkiem w ręku pojawiają się te same objawy… pocieszam się tylko, że z czasem to minie. Dobre nastawienie znów wygrywa! Każdego dnia budzę się z cichą nadzieją, że dzisiaj nie będzie ataku kolki. Rzeczywistość jest jednak inna, ale i tak uważam, że nie mamy tak źle 🙂

Jest mi lżej

W całej ciąży przytyłam około 16 kilogramów i już przed samym rozwiązaniem byłam strasznie spuchnięta. Kiedy wody płodowe odeszły poczułam taką ulgę i napięcie brzucha minęło. Po porodzie zważyłam się i nie mogłam uwierzyć, że spadło od razu 8 kilogramów. Wow, moje ciało jest niesamowite! Brzuszek był, ale wyglądał on tak samo jak w szóstym miesiącu. Muszę powiedzieć, że jestem szczęściarą. W czasie ciąży nie miałam na brzuchu żadnych rozstępów. Dobę po porodzie zrobiłam sobie make up i poczułam się znowu jak człowiek. Wrażenia o porodzie szybko poszły w zapomnienie, a raczej związany z nim ból. Nareszcie mogłam normalnie oddychać, dotykać brzucha i chodzić. Z każdym dniem w szpitalu brzuch się zmniejszał, a ja odzyskiwałam więcej sił. Jednak zaczął nasilać się ból związany z zszyciem krocza, a raczej z jego raną. Przez dwa tygodnie byłam na środkach przeciwbólowych i unikałam jakiegokolwiek dźwigania i siedzącej pozycji. Tak marzyło mi się rzucić brzuchem na łóżko (o tym marzy chyba każda brzuchatka), ale moje ,,rzucenie” skończyło się okropnym bólem piersi – szczególnie bolesne przy nawale. O spaniu w wygodnej pozycji przy karmieniu piersią mogę sobie na razie pomarzyć. Dodatkowe kilogramy jeszcze zostały, ale już wbijam się we wszystkie ciuchy sprzed ciąży. Byłam w jakimś stopniu aktywna przed ciążą, lubiłam dbać o siebie i o swoją sylwetkę. Dlatego bardzo chciałabym zacząć już ćwiczyć, jednak mam świadomość tego, że jest jeszcze za wcześnie i przed podjęciem jakichkolwiek ćwiczeń (nawet tych w domu) udam się na konsultację do fizjoterapeuty. Zmagam się z niedoczynnością tarczycy i Hashimoto, po połogu idę zrobić badania TSH i FT4. Z czasem chciałabym przejść na dietę, żeby nie brać już takiej sporej dawki hormonów. Nie wiem jak to u Was wyglądało mamuśki, ale stan włosów po porodzie znacznie się poprawił, są gęstsze i mocniejsze. Moja skóra stała się strasznie sucha, nawet przy stosowaniu dużej ilości balsamów i olejków, jej stan się nie poprawia. Jeśli chodzi o moje samopoczucie, to pomimo ciężkich nocy, bólu i dużych zmian hormonalnych, stałam się silniejsza i bardziej zmotywowana do działania. Dostrzegam piękno życia i cieszę się z każdego dnia. Staram się nie wybiegać w przyszłość i nie planować, bo najważniejsze jest tu i teraz. Najważniejsza jest dla mnie rodzina i zdrowie nas wszystkich. Pojawienie się dziecka zmieniło nie tylko mnie fizycznie, ale też psychicznie. Macierzyństwo dodaje mi kobiecości i takiej energii – polecam każdej kobiecie hihi. Wiele brzuchatek pytało mnie, czy mam czas dla siebie i czy jestem w stanie się pomalować. Tak, znajduję na to czas, kombinuję jak tylko mogę. Często maluję się z Różą przy piersi, jem śniadanie lub obiad. Szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko i tego się trzymam 😉

 

Pierwszy Dzień Babci i Dziadka

Przyznam szczerze, że nie wiedzieliśmy, że przyjdzie nam świętować Dzień Babci i Dziadka, gdyż Różyczka na świat miała przyjść w lutym. Uznaliśmy, że jakiś drobny, a zarazem spersonalizowany prezent warto byłoby ofiarować dziadkom. W domu zrobiliśmy rodzinną sesję zdjęciową, a fotografie warto byłoby pokazać w fajny sposób. Pomyśleliśmy o jakimś albumie, ale jeszcze lepszą opcją byłaby fotoksiążka. Tutaj z pomocą przyszło Printu, gdzie zaprojektowałam swoje własne fotoksiążki. Na stronie https://printu.pl/  wybrałam szablon, wgrałam zdjęcia i dodałam opisy. Przyznam szczerze, że zaprojektowanie trzech fotoksiążek zajęło mi niecałą godzinkę. Przy okazji mogłam stworzyć każdą ze stron – świetna zabawa. Z niecierpliwością czekaliśmy na przesyłkę i chcieliśmy zobaczyć jak wyszły. Po kilku dniach od zamówienia, przyszły nam do domu. Po rozpakowaniu byliśmy zachwyceni wykonaniem i przede wszystkim jakością zdjęć. Wszystko było perfekcyjne i sami zapragnęlismy mieć też taką dla siebie. Ja z usług Printu korzystałam już wcześniej jak tworzyłam fotoksiążkę jako prezent pod choinkę. Jednak każda fotoksiążka to inna historia i wspomnienia na długie lata. Zbliżają się Walentynki i uważam, że takie prezenty są najlepsze i długo pozostaną w pamięci. Mam z tej okazji dla Was zniżkę -40 zł na fotoksiążkę, kod ważny jest 14 dni od momentu pobrania. Specjalny link, z którego pomniejszycie swoje zamówienie: tps://printu.pl/lp/subiemum-40/ Dlatego jeśli szukacie oryginalnego upominku, to warto stworzyć taką fotoksiążkę z Printu. Wracając do dziadków, to byli bardzo wzruszeni i zadowoleni z prezentu przygotowanego specjalnie dla nich. Wnuczka jest ich oczkiem w głowie, a nas cieszy ich radość.

Podsumowując

Mam taką cichą nadzieję, że trochę zdradziłam Wam, jak u nas wyglądał pierwszy miesiąc. Cieszę się, że życie teraz kręci się wokół Róży. Cudowne uczucie być mamą, ciężko opisać to wszystko słowami. Małżeństwo nabrało jeszcze większych barw, a miłość miedzy nami z każdym dniem potęguje. Chciałabym napisać jak najwięcej, ale nie lubię umieszczać zbyt długiego wpisu. Mam na uwadze to, że jakaś część z Was śledzi nasze losy i chciałaby wiedzieć ciut więcej. Zapewniam, że z czasem napiszę szersze opowieści , ale chciałam skrócić nasz cudowny pierwszy miesiąć i w miarę szybko podzielić się z nim tutaj. Na razie nie wspomniałam nic o połogu, bo jeszcze nadal trwa. Jak tylko się skończy napiszę o nim w osobnym wpisie. Teraz uciekam do mojej Różyczki. Przesyłamy Wam buziaczki i mnóstwo uśmiechu ;*

Ps. Jeszcze coś z przymrużeniem oka 🙂

  • Share

4 Comments

  1. Marta zywicielka.pl says:

    Każda podróż jest inna, bardzo fajna opowieść, dobrze, że są doradcy laktacyjni i dobrze, że młode mamy mają swój rozum zamiast słuchać bezkrytycznie innych mam 💙

    1. subie.mum says:

      Dokładnie, zgadzam się w 100%. Należy słuchać się tylko siebie i próbować, a doradcy laktacyjni mają ogromną wiedzę i są bardzo pomocni.

  2. Happyblondmom says:

    Świetny wpis, czytałam na raty że względu na Mikołaja, ale z wielką przyjemnością! To cudowne, że macierzyństwo tak pozytywnie wpływa na kobietę 💙

    1. subie.mum says:

      Kochana sama przekonasz się, ile miłości i cudownych chwil dostarczy Tobie Mikołaj 🙂

Leave a comment

Your email address will not be published.